Troje redaktorów i ich znajomy krupier zaczęli w weekendy grywać w karty w tylnej części dawnej fabryki na Pradze. Na drzwiach nie było szyldu – przychodzili tylko ci, którzy wiedzieli.
Pierwszy bar zbudowano ze starej bibliotecznej szafy katalogowej – stąd bierze się klimat "cichej czytelni", który każdy od razu zauważa.
Społeczność wyrosła z zamkniętych wieczorów, więc Corveaux oficjalnie otworzył swoje drzwi – ale ukryte wejście i anonimowe drzwi zostały.
Na podstawie opinii gości wprowadziliśmy dzisiejszą strukturę programu opartą na "filtrze nastroju" – bo nie każdy wieczór musi być rywalizacją.
Corveaux jest dziś jednym z najmniej reklamowanych, ale najczęściej polecanych salonów kart w mieście – ze sławą, która rozchodzi się z ust do ust.
Corveaux nie chce imprezować każdego wieczoru – czasem wystarczy dobry kieliszek i dobra ręka. Filtr nastroju wymyśliliśmy właśnie po to, żeby każdy znalazł swój wieczór, nawet bez rywalizacji.